Wyprawa ze Świnoujścia na Hel w 120 godzin. Dla Tomka Kondasa.

Podsumowując tegoroczną wyprawę chciałbym Wam opisać swoje wnioski po przejściu ok 170 km w trzy dni. Jak również to gdzie popełniłem niepotrzebnie błędy, wynikające z braku doświadczenia.

Ruszyliśmy w naszą podróż, już w piątek 12 września 2014 roku z Poznania. Nasza grupa to 5 osób w skład, której wchodzili: Bartosz Berthold, Paweł Patelczyk, Damian Nowicki, Mateusz Myśliwiec i ja (Tomasz Borko). Podekscytowani na samą myśl, że to już ruszyło i za kilkanaście godzin rozpoczniemy przygodę z plażą, morzem i nami w roli głównej

ekipa Od lewej: TomeK, Bartek, Mateusz, Paweł i Damian.

Do Świnoujścia dojechaliśmy w nocy i rozbiliśmy się w okolicach falochronu wschodniego – tam popełniliśmy pierwszy błąd. A mianowicie, zamiast położyć się od razu spać i odpocząć, niepotrzebnie siedzieliśmy zbyt długo przed namiotem. Po ok 3 – 4 godzinach snu wstaliśmy i ruszyliśmy w podróż, nie zakładaliśmy jeszcze wtedy, że zmęczenie da nam się we znaki. Czas startu naszej wyprawy to godzina 5:25, 13 września 2014 roku.

Drogę ze Świnoujścia do Międzyzdrojów pokonaliśmy dość sprawnie. Towarzyszył nam podczas tego odcinka Daniel – na co dzień mieszkaniec Świnoujścia.

PH000031_thm Od lewej Mateusz, Paweł, Bartek, TomeK, Daniel i Damian.

W Międzyzdrojach został popełniony kolejny błąd –  nie mając ze sobą jedzenia byliśmy zmuszeni wejść w głąb lądu, aby znaleźć czynny sklep, w którym moglibyśmy się zaopatrzyć w potrzebny prowiant.

Droga od Międzyzdrojów do Międzywodzia była niesamowitym przeżyciem (przynajmniej dla mnie). Dzika plaża, jakiej do tej pory nie miałem okazji widzieć będąc nad Bałtykiem zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Już wtedy wiedziałem, że warto było choćby dla tych chwil tu przyjechać. Z Pawłem, z którym szedłem z przodu, śmialiśmy się, że widzieliśmy fokę – i gdyby pozostała część ekipy szła szybciej, to też by ją zobaczyli. Niedługo później zaobserowaliśmy też drugą – pozostaje nam ustalić szczegóły tych wydarzeń oraz jak same foki wyglądały, aby nasza opowieść była jak najbardziej wiarygodna.

IMG_2134 IMG_2130 IMG_2126

Pierwszego dnia dotarliśmy po 21:00 do Niechorza. Ugościł nas Wojtek, mieszkaniec tej nadmorskiej miejscowości, na co dzień prowadzący również portal www.niechorzeonline.pl jak i dwa funpag’e niechorzeonline.pl i high light. Super, że mogliśmy u niego przenocować i zregenerować siły. Dzięki raz jeszcze w swoim jak i pozostałych imieniu za gościnę i poranne śniadanie.

PH000041_thm Wspólna fota Tomka z Wojtkiem (w tle widać Kasię).

Drugi dzień rozpoczęliśmy od błędu – wyruszyliśmy dopiero ok 8:30. Troszkę za późno jak chce się bić rekordy. Tym bardziej jeśli nie ma się w planach chodzenia po zmroku. Po drodze spotkaliśmy Janka Michalaka, który towarzyszył nam w naszej podróży aż do Dźwirzyna. Fajnie jest spotkać osoby, które poznają polskie wybrzeże spacerując nim. Janek ruszył już w czwartek i w momencie kiedy piszę ten tekst jest jeszcze w drodze na Hel.

zjankiem Od lewej: Damian, Bartek, Janek, Paweł, Mateusz i TomeK

Z Dźwirzyna do Grzybowa to była najgorsza droga dla Bartka, któremu kolano odmówiło posłuszeństwa i tutaj musiał niestety zakończyć swoją przygodę. Tego dnia pozostała trójka (Paweł, Damian i Mateusz) założyli, że będą pokonywać mniejsze odcinki i już wtedy przyjęli, że nie muszą się wyrobić w wyznaczonych 120 godzinach. Ja niestety miałem presję czasu i co by się nie działo – dokąd bym nie dotarł musiałem w czwartek wieczorem być w domu. Dlatego podjąłem dość ryzykowną decyzję – postanowiłem, że odciążam dość mocno plecak wyciągając z niego namiot, kurtkę przeciwdeszczową i kilka innych zbędnych przedmiotów. Sprawdziwszy jaka będzie pogoda stwierdziłem, że koc termiczny w zupełności powinien mi wystarczyć. Zbędny sprzęt zostawiłem u Pawła rodziców w samochodzie i w czwórkę ruszyliśmy w stronę Kołobrzegu.

IMG_2155 IMG_2147 IMG_2145

Po kilkuset metrach zaczęło mnie boleć kolano i musiałem zwolnić, aby dotrzeć do Kołobrzegu.  W niedzielę nie jest łatwo o czynną aptekę tym bardziej poza sezonem. Na szczęście nie musiałem tracić dużo czasu i w okolicach dworca PKP znalazłem otwartą, gdzie zakupiłem jedyną opaskę usztywniającą. Założenie tej opaski mocno ułatwiło mi przemieszczanie i ruszyłem w pogoń za chłopakami.

Muszę przyznać, że szło mi się w miarę ok. Dogoniłem moich trzech kompanów w okolicach Sianorzęt podczas ich odpoczynku. Chłopaki postanowili pauzować – ja natomiast poszedłem dalej. Dotarłem samemu do rzeczki, przy czym było zbyt ciemno i nie chciałem ryzykować, a niestety nie działał mi internet. Dlatego postanowiłem tutaj spędzić noc. Dość szybko zasnąłem, a obudziłem się po 4:00.

IMG_2184 IMG_2188 IMG_2192

Moim błędem trzeciego dnia było to, że zamiast iść przy rzece, zasugerowałem się ścieżką, która szła w las i ruszając ok. godziny 4:30 wyszedłem za bardzo w głąb lądu. Doszedłem do Łasina Koszalińskiego, Łopienicy, Kładno, Śmiechowo, Paprotno i wyszedłem przy latarni morskiej w Gąskach. Na dzień dobry taki odcinek po asfalcie nie był dla mnie przyjemny – ok. 10 km. Plusem jest to, że znalazłem pełen czteropak piwa. Jedno wziąłem dla siebie, a pozostałe zostawiłem schowane dla podążających za mną chłopaków. Jak widać na poniższym zdjęciu – znaleźli prezent ode mnie.

piwko

Dalsza droga to piaszczysta plaża, kilka przeszkód w postaci wypływających strumyków czy też kutrów w Chłopach. Z Mielna do Łazów szedłem ścieżką rowerową i tutaj chyba najbardziej sobie odparzyłem nogi i nadwyrężyłem staw kolanowy, bo znaczna część trasy to jednak asfalt. W Dąbkach troszkę się rozsiadłem przy obiedzie i ruszyłem niestety później niż zakładałem. W zasadzie to też był mój błąd, który w przyszłym roku koniecznie muszę wyeliminować – strata czasu na obiady, oczekiwanie na nie i późniejsze zbieranie się po nich do dalszej podróży zabiera zbyt dużo czasu jak również energii.

IMG_2192 IMG_2201 IMG_2200

Droga z Dąbek do Darłówka była naprawdę bardzo piaszczysta i dość niefajnie mi się szło. Dotarłem do Darłówka. Tam idąc po asfalcie moje tempo dość mocno spadło. Wiedziałem, że cel jaki sobie wyznaczyłem na ten dzień – Wicie będzie nierealny. Tym bardziej, że dowiedziałem się, że po drodze są prace remontowo – budowlane promenady. Dlatego zatrzymałem się w Darłówku na nocleg. Reszta ekipy rozbiła namioty przed Darłówkiem.

 IMG_2205

Rano kiedy wstałem wiedziałem, że dalej nie uda mi się pójść. Perspektywa omijania poligonu trasą ok 32 km po asfalcie skutecznie mnie zniechęciła. Rozsądek wygrał. Poczekałem na resztę ekipy, aby wziąć od nich niepotrzebne dla nich sprzęty (w celu odciążenia ich bagaży).

O ile Paweł i Damian dali mi część sprzętu tak Mateusz postanowił nieść dalej wszystko. Chyba przypuszczał, że coś z jego nogą jest nie tak bo jakieś 10 – 12 km dalej w miejscowości Wicie musiał skapitulować.

Dalsza droga to trasa Pawła i Damiana. Staraliśmy się ich zdalnie motywować, pomagać w szukaniu noclegów czy też informować o odległościach jak również wspierać. Może nie pokonali trasy w 120 godzin, ale dotarli na miejsce i szczerze im tego gratuluję.

pawdam

Jak sami widzicie troszkę błędów było popełnionych. Ważne jest dla mnie to, że wiem czego unikać w przyszłości, aby za rok zmierzyć się jeszcze raz z tym dystansem.

Dziękuję w swoim jak i całej ekipy imieniu wszystkim co nas wspierali i pomagali. Niesamowite jest to jak wielu z Was nam dobrze życzyło i trzymało za nas kciuki. Dzięki.

Pamiętajcie, naszą wyprawę dedykowaliśmy ciężko choremu Tomkowi Kondasowi. Wszystkim tym, którzy nie zdążyli jeszcze pomóc Tomkowi, a chcieliby, przypominam numer konta:

Subkonto Fundacji Złotowianka:
SBL Zakrzewo 25 8944 0003 0002 7430 2000 0010
z dopiskiem ” Dla Tomasz Kondas – CEL HEL”

logo

1 Odpowiedź

  1. Przemek Wrzesień 23, 2014 / 7:07 pm

    Wielki szacun dla Ciebie i reszty ekipy. Do zobaczenia w Puławach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *