Wyprawa Głównym Szlakiem Beskidzkim – vol. 1

Po długiej przerwie na blogu opiszę moją i Damiana wyprawę związaną ze zdobywaniem Głównego Szlaku Beskidzkiego.

Naszą trasę rozpoczęliśmy 4 maja 2015 z Ustronia przy dworcu PKP, gdzie czerwona kropka oznacza jego początek/koniec. Tego dnia, aby od samego początku nie iść z pełnym plecakiem i po nieprzespanej nocy w pociągu podołać przejściu ponad 30 km po górach. Postanowiliśmy poprosić kolegę Piotrka z Wisły aby nam wziął plecaki i wieczorem przywiózł w wyznaczone miejsce. Do Wielkiej Czantorii pogoda nam dopisywała. Dopiero wchodząc na jej szczyt pojawiła się na jakąś chwilę mgła i mżawka. Na szczycie Wielkiej Czantorii dołączyła do nas Agnieszka (znajoma Damiana) i wspólnie z nami szła do Kubalonki. Tego dnia mieliśmy w planach dojść do schroniska Stecówka. Na miejscu okazało się, że mimo iż nie mają nikogo, to nie przyjmą nas nawet na tzw. „glebę”. Ponad to mega niemili byli. Jak to moi znajomi z Wisły mówią na takich ludzi są to „Racioki” – i to był klasyczny przykład takich „Racioków”. Ich sąsiadka co ma agroturystykę też powiedziała, że nie opłaca jej się dla dwóch osób robić gościnę. Dlatego tego dnia zrobiliśmy o ok. 5 km więcej i doszliśmy do Schroniska PTTK na Przysłopie.

Po tym dniu postanowiliśmy, że zmodyfikujemy nasz plan i każdego dnia będziemy robili więcej po to aby zakończyć nasz marsz dzień szybciej.

FullSizeRender (1) FullSizeRender (2) FullSizeRender (3) FullSizeRender (4)

FullSizeRender FullSizeRender (5)

 

We wtorek ruszyliśmy na Baranią Górę. Po drodze w niektórych partiach był jeszcze śnieg. Widoki z tej góry zapierały dech w piersiach. W tym czasie prawie nikogo na szlaku nie spotkaliśmy i można było się delektować ciszą, pięknem przyrody i być tylko ze swoimi myślami. Na zejściach z góry Damian troszkę zwalniał natomiast na podejściach szedł niczym „struś pędziwiatr” i to ja musiałem go gonić. Tego dnia posililiśmy się w Węgierskiej Górce. Tuż przy szlaku, jakieś 500 m za mostem jest Restauracja Cesarska – bardzo dobre jedzenie, w rozsądnej cenie i przemiła obsługa. Dłuższy odpoczynek tego dnia mieliśmy jeszcze w Stacji turystycznej „Słowianka” a  naszym celem było Schronisko PTTK na Rysiance. Doszliśmy tam pod wieczór, odświeżyliśmy się i na następny dzień zaplanowaliśmy trasę do Schroniska „Markowe Szczawiny”.

FullSizeRender (6) FullSizeRender (7) FullSizeRender (8) FullSizeRender (9)

 

FullSizeRender (11) FullSizeRender (12) FullSizeRender (13) FullSizeRender (14)

Ruszając w środę rano zrobiła się momentalnie bardzo gęsta mgła i idąc do Schroniska na Hali Miziowej zwątpiliśmy czy dobrze idziemy, bo nie mogliśmy go znaleźć. Tego dnia padał jeszcze grad, deszcz, była burza i szliśmy po zapadającym się śniegu w przemoczonych butach. Bardzo dobrze, że zmieniliśmy plany naszej podróży po pierwszym dniu.  Pierwotnie mieliśmy spać w Studenckiej Bazie Namiotowej „Głuchaczki” – co prawda czynnej dopiero od końca czerwca. Dzięki zmianie planu w schronisku na Hali Miziowej mogliśmy wysuszyć sobie buty w kotłowni i wyspać się w ciepłych warunkach a nie pod wiatą.

FullSizeRender (15) FullSizeRender (16) FullSizeRender (17) FullSizeRender (18) FullSizeRender (19)

Kolejny dzień ruszamy w ogromnej mgle – wchodząc na szczyt Babiej Góry (1725 m n.p.m.). Tutaj udało mi się zdobyć kolejny szczyt do Korony Gór Polski. Niestety aby podziwiać widoki z tej góry będę musiał wybrać się innym razem. Później pogoda mocno się poprawiła i już w pięknych warunkach mogliśmy podziwiać piękno Babiej Góry. Kolejnym naszym zaskoczeniem było przejście w Bystrej – gdzie musieliśmy przejść przez rzekę. Przyznam, że nigdzie nie wyczytałem w przewodnikach, że trzeba będzie przeprawiać się przez rzekę. Odrobinę się ochłodziliśmy i udaliśmy się dalej do Jordanowa, który był celem na dzisiejszy dzień. Jednak aby nie było za szybko. To okazało się, że brat, którego poprosiłem o to aby załatwił nam nocleg w Jordanowie. Załatwił przy szlaku ale w miejscowości Skawa. Szlak w Jordanowie idzie inaczej niż w przewodniku jest pomylony i niestety nie dość, że trochę pobłądziliśmy i musieliśmy się wracać to jeszcze sporo kilometrów szło się po asfalcie. Ten dzień dał nam wyjątkowo w kość, bo zrobiliśmy ponad 40 km.

FullSizeRender (20) FullSizeRender (21) FullSizeRender (22) FullSizeRender (23)

 

FullSizeRender (24) FullSizeRender (25) FullSizeRender (26) FullSizeRender (27)

 

IMG_7548 IMG_7541 IMG_7537

Następnego dnia ruszyliśmy przez Rabkę Zdrój, Schronisko na Maciejowej, Schronisko „Stare Wierchy” na Turbacz. Droga między Skawą a Rabką Zdrój widać, że nie jest zbyt często uczęszczana. W Rabce Zdrój odwiedziliśmy jeszcze Muzeum Górali i Zbójników oraz zrobiliśmy zakupy na dalszą podróż. Tego dnia mając w świadomości, że mamy mniej do przejścia bardzo leniwie przemieszczaliśmy się, zatrzymując się raz po raz na piwko. Wchodząc na Turbacz – mijaliśmy sporo turystów, którzy się dziwili, że idziemy w sandałach. Przyznam, że było to ukojenie dla naszych nóg.  Turbacz (1310 m n.p.m.) był kolejnym moim szczytem zaliczanym do Korony Gór Polski i wraz z Contact  Pharm , który wspiera moje wyprawy udało się zdobyć i z jego szczytu podziwiać wspaniałe widoki. Tego dnia spaliśmy w Schronisku na Turbaczu im. Władysława Orkana. Najlepsze jedzenie jakie jadłem podczas wyprawy serwują właśnie tam. Słyszałem wiele pochlebnych opinii o tym schronisku i serwowanych przez nich posiłkach i potwierdzam jest tam naprawdę bardzo dobra kuchnia.

FullSizeRender (28) FullSizeRender (29) FullSizeRender (30) FullSizeRender (31)

 

FullSizeRender (32) FullSizeRender (33) FullSizeRender (34) FullSizeRender (35)

 

IMG_7542

Ostatni dzień wyprawy (sobota 9 maja 2015) rozpoczęliśmy koło 6:00 i niestety w deszczu. Po drodze w dawnej Stacji Turystycznej „Studzianki” zrobiliśmy sobie przerwę. Tam Pan Józef poczęstował nas gorącą herbatą  i poopowiadał jak kiedyś samemu chodził po górach oraz jak piorun kulisty zniszczył tą Stację „Studzianki”. Tego dnia wspaniały widok czekał nas jeszcze na Lubaniu.  Naszym celem na ten dzień było dojść do godziny 14:00 do Krościenka nad Dunajcem. Cel udało się zrealizować i w taki właśnie sposób zakończyliśmy naszą wyprawę Głównym Szlakiem Beskidzkim. Dalszą część chcielibyśmy zrealizować w przyszłym roku jak czas i zdrowie na to pozwolą.

FullSizeRender (36) FullSizeRender (37) FullSizeRender (38) FullSizeRender (39)

 

FullSizeRender (40) IMG_7543 FullSizeRender (41)

 

Partnerem w zdobywaniu szczytów Korony Gór Polski jest www.contactpharm.pl – dziękuję za dotychczasową współpracę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *